piątek, 26 grudnia 2014

Tampere i Turku.

Noc spędzam w Tampere u dziewczyny znalezionej na grupie EVS Couchsurfing. W zamian za gościnę przywożę jej estońską wódkę, a podczas wizyty w łazience odkrywam, że, jak na prawdziwą Finkę przystało, ma w domu saunę - i to mimo iż mieszka w mieszkaniu pracowniczym na terenie niewielkiego zakładu przemysłowego. :) Wizytę w Tampere zaplanowałam po to, żeby pozwiedzać niektóre z bardzo ciekawych tamtejszych muzeów - niestety, jest poniedziałek, wiec okazuje się, że wszystko jest zamknięte. Spaceruję więc trochę po mieście w coraz silniej siąpiącym deszczu, a potem udaję się Onnibusem do Turku. Na miejscu okazuje się, że pada tam jeszcze gorzej, dosłownie leje jak z cebra, więc po szybkim spacerze po mieście, udaję się do katedry, gdzie trochę się podsuszam, a potem ruszam w drogę do mojej hostki (również znalezionej na EVS Couchsurfing). Zachodzę też do supermarketu, bo w planach mam zrobienie zakupów: wieczorem mamy lepić wspólnie pierogi. Nie przewidziałam tylko tego, że wszystko będzie napisane po fińsku, więc cały proces zajmie mi jakieś 40 minut - tyle czasu zabiera mi rozszyfrowanie opisów produktów, mimo że kupuję tylko trzy rzeczy. xD Przy półce z mąką jestem tak zdesperowana, że już mam prosić o pomoc ("Excuse me, which of those is normal, usual, totally ordinary white flour?"), ale wtedy szczęście się do mnie uśmiecha. W pewnej chwili pojawiają się obok mnie dwie dziewczyny rozmawiające po angielsku, które dyskutują właśnie na ten temat - dokładniej mówiąc, jedna wyjaśnia drugiej, którą mąka jest tą zwyczajną. Czekam więc, aż sobie pójdą, biorę to, co one, i voila - mogę ruszać dalej. :) Po wyjściu ze sklepu czeka mnie niespodzianka, bo przestało padać (wreszcie!), więc reszta drogi okazuje się bardzo przyjemnym spacerem. Idę też kawałek przez las i muszę powiedzieć, że zdołał mnie on oczarować - następny wyjazd do Finlandii na pewno zaplanuję na łonie natury!  :)

Wieczór spędzam w bardzo miłym towarzystwie Heidi i jej kolegi z Estonii Tauna. Okazuje się, że mamy wiele wspólnego, więc buzie nam się nie zamykają. W związku z tym spać idę bardzo późno, mimo że następnego dnia muszę wstać z kurami, żeby złapać autobus na lotnisko. Rano oczywiście okazuje się, że świeci przepiękne słońce (mimo że jest dość zimno). Nie narzekam jednak, bo dzięki temu mam cudowne widoki z okna samolotu - najpierw na fińske wybrzeże z tysiącem małych wysepek, potem na Hel (!!!), a potem na sam Gdańsk, gdzie lądujemy. Dodam jeszcze tylko na koniec, że lotnisko w Turku przypomina trochę stodołę (takie jest małe, obskurne) i... tymi słowami zakończę relację z mojej wrześniowej wyprawy na północ. ;)

Tampere.























Zwróćcie uwagę na sposób, w jaki zamontowano sygnalizację świetlną. :)



Turku.



















Zdjęcie tego nie oddaje, ale fiński las jest naprawdę niezwykły!

I na koniec - widoki z samolotu. :)