Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Brytania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Derry.

Z Grobli Olbrzyma jadę pociągiem do Derry. W drodze kolejny raz mogę cieszyć oczy widokami. Za oknem po jednej stronie przesuwa się morze, po drugiej - zielone wzgórza, a w pewnych momentach jedziemy tuż przy plaży. Znam tylko jedną równie malowniczą trasę kolejową - tę nad Jeziorem Bodeńskim. Po beztroskiej podróży docieram do miasta i znów osuwam się otchłań tragicznej historii.

Derry to kolejne miasto, na którym The Troubles odcisnęły swoje piętno. Z jednej strony mamy zachowane w całości mury miejskie nadające miastu uroczy klimat, z drugiej - murale świadczące o nieustającym konflikcie. Są też nieuprzątnięte jeszcze zgliszcza ogromnego ogniska, które płonęło tu dwa dni wcześniej.

Pełną piersią oddycham dopiero wieczorem, gdy moja hostka z Couchsurfingu zabiera mnie samochodem na plażę po drugiej stronie granicy. Dobrze być z powrotem w Republice.
























PS Dodatek muzyczny.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Giant's Causeway.

Dawno, dawno temu mieszkający w Irlandii olbrzym Fionn mac Cumhaill został wyzwany na pojedynek przez swojego szkockiego konkurenta Benandonnera. Fionn nieszczególnie lubił się myć, więc wybudował długą groblę prowadzącą na drugą stronę morza, by nie zamoczyć sobie stóp podczas podróży przez wielką wodę. Gdy dotarł do Szkocji i ujrzał swojego przeciwnika, przeraził się śmiertelnie - Benandonner znacznie go przerastał. Każde jego ramię było tak grube jak pień najstarszego cisa w Irlandii, a jego kroki toczyły się głośnym echem po okolicy. Spłoszony Fionn rzucił się do ucieczki, ale Szkot zdążył już go wyczuć - jak wspominano wyżej Irlandczyk nie przepadał za wodą oraz mydłem - i wyruszył za nim w pogoń. Gdy Fionn wpadł do pieczary, którą zamieszkiwał ze swoją żoną Oonagh, i dysząc, opowiedział jej, co zaszło, olbrzymka kazała mu się ułożyć w kołysce i udawać niemowlę. Wkrótce do jaskini wparował Benandonner. Oonagh poinformowała go, że jej męża nie ma w domu, a wskazując na kołyskę, dodała, że czeka na niego sama z synem. Szkot na ten widok zmartwiał, odwrócił się na pięcie i zaczął uciekać. Skoro syn Irlandczyka był tak ogromny, Benandonner nie chciał nawet myśleć o tym, jak wielki był jego ojciec. Uchodząc, niszczył za sobą wybudowaną przez Fionna groblę, by uniemożliwić mu ewentualną pogoń. Z tego powodu dziś możemy podziwiać tylko resztki monumentalnej przeprawy.

Proszę państwa, oto Grobla Olbrzyma. Jeśli kiedykolwiek tam będziecie, nie dajcie się wrobić w zakup biletów za 9 funtów w Visitor Centre, bo formację skalną można zwiedzić za darmo. Wystarczy obejść okazały budynek dookoła. Najwyraźniej brytyjski National Trust nie pozbył się jeszcze swoich kolonialnych zapędów i korzystając z naiwności przeciętnego turysty, lubi trzepać kasę na atrakcjach znajdujących się na terenach okupowanych przez Wielką Brytanię. 

Cóż, bywa.


















sobota, 15 sierpnia 2015

Causeway Coastal Route.

Wstaję jako pierwsza osoba w hostelu, po czym pośpiesznie schodzę na śniadanie. Pochłaniam je szybko, wdziewam swój turystyczny rynsztunek i udaję się na dworzec autobusowy w Belfaście. Poprzedniego dnia uważnie przestudiowałam wszelkie rozkłady zdobyte w punkcie informacji turystycznej, aż wreszcie wybrałam dla siebie odpowiednie połączenie - oczywiście z uwzględnieniem bank holiday, żeby nie dać się głupio wrobić. Przepełnia mnie duma z własnego sprytu tudzież zaradności. Autobus jedzie co prawda raz dziennie i trzeba się przesiąść, ale za to trasa wiedzie wzdłuż wybrzeża, więc piękne widoki gwarantowane!

Na dworcu sprawdzam, z którego peronu odjeżdża mój autobus i czekam. Czekam i czekam. Czekam. Nie ma go. Zaczynam się denerwować. Wybija godzina odjazdu. Nie ma go! Rozglądam się nerwowo dookoła i co widzę? Mój autobus stoi właśnie przed szlabanem gotowy do wyjazdu beze mnie! Biegnę. Biegnę i panicznie macham rękami. Widzi mnie? Dobiegam do drzwi od strony pasażera i stukam w szybę. Kierowca patrzy na mnie jak na wariatkę. Pokazuje ręką, że zatrzyma się, jak już stąd wyjedzie, bo blokuje drogę. Biegnę za autobusem. Syk otwieranych drzwi. Dyszę: "Stand 12, it was stand 12, wasn't it?". "No, it has been changed. Haven't you heard the announcement?".*

No nie, stary, wyobraź sobie. Kto by słuchał zapowiedzi, skoro sprawdziłam na tablicy, na którym peronie mam stać?

Tarabanię się do środka, spocona i zdyszana (bardziej z nerwów niż z wysiłku. Tyle planowania i walki z nieposłusznymi rozkładami jazdy, które nijak nie chciały dopasować się do moich planów, miałoby pójść na marne? Na samą myśl o tym rozpacz ściska mi gardło), wybieram miejsce (strategicznie, chodzi przecież o najlepsze widoki, trzeba więc sprawdzić pozycję słońca oraz kierunek jazdy) i rzucam się ciężko na fotel. Uff.

A potem wyjeżdżamy z miasta. Przyklejam nos do szyby. O tak, o to właśnie chodziło.


* "Peron dwunasty, miało być z dwunastego, prawda?"
   "Nie, była zmiana. Nie słyszała pani zapowiedzi?"