Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwajcaria. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Berno, czyli spokojna stolica-niestolica Szwajcarii.

Berno to zabawne miasto. Niby jest stolicą Konfederacji Szwajcarskiej, ale właściwie pełni tylko jej funkcję. W zasadzie to duża miejscowość, a jednak panuje tu dosyć małomiasteczkowa atmosfera –wszystko pewnie przez to, że o berneńczykach mówi się, że są najwolniejszymi Szwajcarami. Trochę niby Porto (ze względu na mosty), trochę jakby Bolonia (dzięki arkadom). Chociaż nas przywitała tam mgła, to i tak zwiedzało się bardzo dobrze. Trochę tylko byłam rozczarowana, że zamiast wywieszonych na ulicach flag, z których słynie miasto, w stojakach stały... małe choinki. Ale taki to już urok podróżowania w okresie świątecznym. No i jarmark bożonarodzeniowy był za to niczego sobie! ;)









































poniedziałek, 4 stycznia 2016

Jedną nogą tu, drugą nogą tam, czyli Bazylea i okolice dwa lata później.

Wiemy już, że Bazylea nieszczególnie przypadła mi do gustu. Co więc skłoniło mnie do ponownych odwiedzin w tym mieście? Powody były trzy, pozwólcie więc, że je wymienię:
1. Ania nadal tam mieszka i gorąco zachęcała mnie do przyjazdu.
2. Tanie loty z Wawy.
3. Jarmarki świąteczne!!!

Tak więc na początku grudnia po raz trzeci postawiłam stopę na szwajcarskiej ziemi i od razu zostałam porwana na zwiedzanie. W Bazylei, jak to w Bazylei, człowiek pobył trochę w Szwajcarii, zahaczył o Niemcy, wrócił do Szwajcarii i tak to się kręciło – głównie wokół Muzeum ZabawekFundacji Beyler, Vitry, no i oczywiście jarmarku. 

Tym razem podobało mi się bardziej niż ostatnio, więc kto wie... może zawitam kiedyś do Bazylei jeszcze raz. ;)