Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 stycznia 2016

Colmar, czyli wreszcie zdobywam świąteczny kubek.

Od początku tej podróży wymarzyłam sobie, że (tak jak w Wiedniu dwa lata temu) kupię sobie jakiś świąteczny kubek na jarmarku bożonarodzeniowym. Szukałam tego idealnego i szukałam. Najpierw w Berlinie stwierdziłam, że po co, potem będą lepsze. Potem w Szwajcarii doszłam do wniosku, że za drogo (ale o mały włos nie kupiłam jednego w Bernie, ostatecznie się jednak rozmyśliłam, bo uznałam, że wcale nie jest taki ładny, jak mi się na początku wydawało). We Francji byłam już zdesperowana, ale ku mojej rozpaczy okazało się, że kubki w Strasburgu nie dość, że są plastikowe, to jeszcze brzydkie jak noc. 

Wreszcie w Colmarze znalazłam taki, który miał najlepszy stosunek jakości do ceny. Co prawda też był plastikowy, ale – prafrazując znane powiedzenie - był też ładny i tani. A ładnym i tanim rzeczom się nie odmawia, prawda?

To nic, że nie załapał się na żadne zdjęcie.














































niedziela, 10 stycznia 2016

Strasburg, czyli Capitale de Noël.

Strasburg spływał świątecznymi dekoracjami. Tłum tłoczył się w wąskich uliczkach. Na każdym placu odbywał się jarmark bożonarodzeniowy. Stoiska uginały się pod ciężarem najróżniejszych towarów. Zewsząd dochodził zapach grzanego wina i tradycyjnych świątecznych przysmaków.

Oprócz tego w oczy rzucała się obecność policji i żołnierzy. Muzea kusiły darmowym wstępem, ale przed wejściem odbywała się kontrola osobista. Ochroniarze kazali rozpinać kurtki i otwierać plecaki. Sami niczego nie dotykali, a do środka nie wolno było wnosić wody.

Pokłosie zamachów w Paryżu. W takich warunkach trudno było cieszyć się świąteczną atmosferą, ale ostatecznie jakoś nam się udało.