Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub Polki na Obczyźnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub Polki na Obczyźnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 czerwca 2013

TOP 10 - atrakcje dla dzieci i młodzieży w Niemczech.

Oto kolejny post sponsorowany przez Klub Polki na Obczyźnie. Tym razem piszemy o atrakcjach dla dzieci w naszych miastach lub krajach. Jako że ja nie posiadam jeszcze potomstwa (i raczej się na to nie zanosi w najbliższym czasie ;) ), to postanowiłam przedstawić Wam miejsca w Niemczech, w których byłam osobiście podczas moich wycieczek - czyli takie, w których wizyta sprawi przyjemność i najmłodszym, i tym trochę starszym. ;) Zaczynamy od północy kraju i zmierzamy powoli na południe - po kliknięciu na nazwę miejsca przeniesiecie się do posta z relacją stamtąd, a w tekście znajdują się odnośniki do ich oficjalnych stron internetowych. :)

1. Miniatur Wunderland, Hamburg.
Największa miniatura kolejowa na świecie z pewnością zachwyci dzieciaki. Dorośli też będą mieli sporo frajdy, tylko polecam udanie się tam we wczesnych godzinach porannych, żeby uniknąć tłoku oraz stania w kolejce. No i koniecznie poproście o ulotkę w polskiej wersji językowej - dawno się tak nie uśmiałam. ;)

2. Klimahaus, Bremerhaven.
Bezapelacyjnie jest to najlepsza placówka muzealna w Niemczech - o ile można to miejsce w ogóle tak nazwać. Pod jednym dachem znajduje się tu nie tylko wystawa na temat czterech żywiołów występujących w przyrodzie, zmian klimatycznych, ale także można rozpocząć stąd... podróż dookoła świata. Odwiedzając miejscowości leżące na tej samej długość geograficznej co Bremerhaven, zwiedzimy wszystkie strefy klimatyczne i dowiemy się wiele o życiu zamieszkujących je ludzi. Niesamowita sprawa!

3. Zoo am Meer, Bremerhaven.
Niewielki ogród zoologiczny ulokowany na brzegu morza, w którym głównie można podziwiać zwierzęta morskie. Wielki plus za możliwość wypożyczenia parasola w kasie (w tym rejonie Niemiec często pada ;) ) oraz za to, że wszystkie zwierzęta znajdują się na swoich wybiegach, a nie chowają nie wiadomo gdzie, jak to często ma miejsce w innych zoo. No i wisienką na torcie są urocze tabliczki z wszelkimi zakazami, nakazami i informacjami. :)

4. Universum, Brema.
Universum to takie niemieckie Centrum Nauki Kopernik, czyli można tam przeprowadzić mnóstwo eksperymentów i sporo dowiedzieć się o Ziemi i zmysłach człowieka. Polecam szczególne rodzicom, których pociechy ciągle pytajają: "A dlaczego...?". Tam można znaleźć odpowiedzi na prawie wszystkie pytania tego typu. ;)

Jedno z fajniejszych muzeów w stolicy Niemiec. Zapoznacie się tutaj z historią komputerów i gier komputerowych, ale co najważniejsze zagracie też w historyczne gry, a nawet... porozmawiacie z komputerem. Świetna zabawa dla całej rodziny murowana! :)


6. Museum für Naturkunde, Berlin.

W Muzeum Historii Naturalnej można zobaczyć największy zrekonstruowany szkielet dinozaura na świecie. Można obejrzeć przeróżne minerały. Można zwiedzić salę z preparatami mokrymi. Można dowiedzieć się coś niecoś o aktywności sejsmicznej Ziemi. Jednym słowem, naprawdę warto.  A jeśli komuś nie po drodze do Berlina, to we Frankfurcie nad Menem jest podobna placówka. ;)

7. Sklep Haribo, Bonn.
Raj na ziemi dla małych i dużych fanów tej niemieckiej firmy produkującej żelki. Dostaniemy tu nie tylko nasze ulubione w trochę niższej niż normalna cenie, ale także mnóstwo niespotykanych zazwyczaj smaków, nie wspominając już o gadżetach ze słynnymi miśkami. Ale zabieracie tu swoje dzieciaki na własną odpowiedzialność - jeśli nie będą chciały już opuścić tego wspaniałego miejsca, pretensji proszę nie kierować do mnie. ;)

8. Weinachtsmuseum, Rothenburg ob der Tauber.
W niewielkiej miejscowości (za to bardzo malowniczej) w uroczej Frankonii (gorąco polecam ten region Niemiec na urlop, prawdopodobnie nie ma w tym kraju piękniejszego miejsca! :) ) znajduje się niewielkie Muzeum Świąt Bożego Narodzenia połączone jednocześnie ze wspaniałym sklepem z ozdobami bożonarodzeniowymi. Placówka otwarta jest cały rok, więc nawet w środku upalnego lipca możecie się przenieść w grudniową mroźną atmosferę. :)


9. BMW Museum, Monachium. 
Tym razem coś dla chłopców - tych małych i tych dużych. ;) W muzeum można zapoznać się z historią tej marki samochodów, ale kobiety, nie martwcie się! Jest ono świetnie przygotowane oraz interaktywne - dzięki temu robi wrażenie nawet na takich laikach jak ja. ;) A jeśli kogoś bardziej interesuje Porsche lub Mercedes Benz, to zapraszam do Stuttgartu, gdzie te firmy również mają swoje muzea. :)

10. Mainau, Konstancja.
O tym jeszcze nie było na blogu, bo wczoraj dopiero wróciłam z wycieczki w tamte rejony, ale Mainau, czyli Wyspa Kwiatów ulokowana na Jeziorze Bodeńskim, jest zdecydowanie warta odwiedzenia [Aktualizacja: post jest już na blogu, po kliknięciu na tytuł zostaniecie do niego przeniesieni]. Świetne miejsce na spacer całą rodziną, ze szczególnym uwzględnieniem Schmetterlinghaus, czyli budynku, w którym zwiedzający mogą przechadzać się pośród przeróżnych motyli latających im nad głowami czy nawet siadających im na stopach. Świetna sprawa! :)

poniedziałek, 18 marca 2013

Moje berlińskie TOP 10.

Dzisiejszy post sponsorowany jest przez kolejny projekt Klubu „Polki na Obczyźnie”. :) Tym razem opowiem o moich dziesięciu ulubionych miejscach w Berlinie (ale że to nie koniec mojego pobytu i wciąż jeszcze wszystkiego nie widziałam, to do czerwca może się trochę pozmieniać. Najwyżej będę aktualizować wpis ;) ). Lista jest bardzo subiektywna, nie znajdziecie tu wabików na turystów jak Unter den Linden czy Brama Brandenburska, chociaż coś z tych obiektów się pojawi. Co? Przeczytacie poniżej. ;) Miejsca uporządkowałam alfabetycznie – trudno przecież wskazać te bardziej i mniej ulubione pośród wybranych już faworytów – a po kliknięciu na ich nazwę przeniesieni zostaniecie do odpowiedniego wpisu na blogu. ;)

Wielu z Was jest pewnie zdziwionych tym wyborem. Bo jak to? Akwarium? W Zoo? Przecież wszystkie ogrody zoologiczne na całym świecie są takie same, nie wspominając o tych biednych zwierzątkach pozamykanych w klatkach! A jednak, nikt i nic nie odwiedzie mnie od umieszczenia Akwarium na tej liście, bo jest ono naprawdę niesamowite. Nigdy nie zapomnę, jakie wrażenie zrobiły na mnie meduzy tam zgromadzone (to chyba moje ulubione zwierzęta morskie), ale obserwowanie agresywnego rekina-młota też było ciekawym przeżyciem. Nie wspomnę już o małej kolonii koników morskich i mrówkach spacerujących po rurze znajdującej się nad głowami zwiedzających (bo na wyższych piętrach akwarium znajdują się też terraria). Jednym słowem – naprawdę warto. :)
Mówiłam to już chyba tysiąc razy i nigdy nie przestanę powtarzać – tutejsza katedra zachwyca. I to zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Nawet tych, którzy nie lubią zwiedzać kościołów (ile ja już się nasłuchałam od takich malkontentów…), bo ta świątynia nie robi wrażenia swoim sakralnym przeznaczeniem, tylko niesamowitą architekturą, zdobnymi grobowcami Hohenzollernów i wreszcie – po wejściu na taras widokowy znajdujący się dookoła kopuły – świetnym widokiem na Berlin. Najlepszy czas, żeby odwiedzić katedrę? Oczywiście, Festiwal Świateł, kiedy to fasada budowli mieni się najróżniejszymi kolorami iluminacji – przykład na poniższym zdjęciu. ;)
Wiecie, czym jest „ostalgia”? Niemcy ukuli ten termin specjalnie, żeby określić dziwną nostalgię do atmosfery NRD, i to właśnie uczucie wypełniło mnie podczas spaceru wzdłuż Karl-Marx-Allee pewnego niedzielnego ranka. Jest to dawna reprezentacyjna ulica Berlina Wschodniego, ale absolutnie nie powinniście jej kojarzyć z blokami z wielkiej płyty czy inną typowo komunistyczną zabudową. Ulica ta została zaprojektowana przez czołowych niemieckich architektów doby powojennej i nawiązuje swoim wyglądem do typowego dla Berlina klasycystycznego stylu. Na dodatek obecnie ubiega się o umieszczenie na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Przyznaję, ten punkt jest dość nietypowy. Bo czym jest sklep Käthe Wohlfahrt? Ano niczym innym jak sklepem sprzedającym ozdoby bożonarodzeniowe… przez cały rok. :) Są one ręcznie robione i dlatego śliczne oraz… bardzo drogie. ;) Ja sama odwiedziłam taki sklep podczas jednego z jarmarków świątecznych, ale wyobrażam sobie, że podczas upałów sierpniowych musi to być świetny sposób na ochłodzenie. ;) Berlińska filia znajduje się przy Ku’dammie.
Park powstał w miejscu, gdzie kiedyś przechodził mur berliński i stąd też wzięła się jego nazwa. Może nie jest zbyt ładny (jak na mój gust brakuje w nim drzew xD), ale widok z tamtejszych huśtawek na Berlin jest niesamowity, a co niedzielę odbywa się tam najlepszy pchli targ w stolicy Niemiec (a może nawet w całym kraju… ;) ), a w ciepłych miesiącach także niezwykłe karaoke organizowane przez faceta, który przyjechał do Europy z Ameryki. I właśnie z tych powodów naprawdę warto się do niego wybrać, bo nie wiadomo, jak długo to jeszcze potrwa. Część działki, na której znajduje się park, została sprzedana pewnej firmie deweloperskiej…
Berlin jest zdecydowanie miastem muzeów i będąc w stolicy Niemiec, zdecydowanie trzeba odwiedzić którąś z tych placówek. Ja najbardziej polecam właśnie Muzeum Historii Naturalnej, bo to tu znajduje się największy na świecie zrekonstruowany szkielet dinozaura, który dodatkowo został wpisany na Listę Rekordów Guinessa. Nie wspominając już o niesamowitej sali z preparatami mokrymi…
Malutka wysepka na Haweli na zachodzie Berlina, którą wyróżnia to, że… po jej terenie swobodnie spacerują sobie pawie, :) Znajduje się też tam uroczy pałacyk i sporo innych ciekawych budynków, bo kiedyś była to jedna z letnich rezydencji króla pruskiego. Ja polecam to miejsce szczególnie na całodzienną wycieczkę połączoną z piknikiem i leniuchowaniem na zielonej trawce. A za dodatkową rekomendację niech posłuży fakt, że wyspę wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. :)
Nie jest to raczej jedna z rzeczy, która by przyszła Wam do głowy myśląc o Niemcach, ale oni naprawdę mają świra na punkcie zdrowego jedzenia. W sklepach największą popularnością cieszą się produkty bio, a w miastach powstają tzw. urban gardens („ogrody miejskie”?), czyli oazy zieleni w środku zabudowy, gdzie grupa okolicznych mieszkańców w jak najbardziej naturalny sposób sadzi owoce i warzywa. W Berlinie jest takich miejsc sporo, ja byłam tylko w Prinzessinnengarten, więc polecam właśnie ten ogród. Dodatkowe zalety? Można dołączyć się do pracy, a potem… zjeść obiad w tutejszej stołówce za pół ceny. A zjeść tutaj warto, płacąc nawet całą kwotę – posiłek powstaje tylko z tego, co urośnie w ogrodzie, a na dodatek można poznać naprawdę nietypowe smaki. My na przykład jedliśmy danie przystrojone jadalnymi kwiatami. :)
Wstęp na kopułę Reichstagu jest darmowy, więc choćby dlatego warto się tam wybrać. ;) Oprócz audioguide’a, umożliwiającego nam poznanie historii jednego z budynków-ikon Berlina w pakiecie dostajemy też piękne widoki na miasto i możliwość przyjrzenia się z bliska tak niezwykłemu architektonicznemu przedsięwzięciu, jakim jest kopuła. Naprawdę warto, mimo że konieczna jest rejestracja przez internet, a przed wejściem do budynku parlamentu trzeba się jeszcze poddać kontroli osobistej. Tylko pamiętajcie, że rejestrować musicie się z dużym wyprzedzeniem, bo ostatnio zmniejszono limity odwiedzających i na przykład teraz najbliższe wolne miejsca można znaleźć w... czerwcu. ;)
Sporo widziałam już pałacowych wnętrz w Niemczech i nie nastawiałam się na nic szczególnego, kiedy wybierałam się do Pałacu Charlottenburg, ale muszę powiedzieć, że miło się tam rozczarowałam. Sal ogląda się naprawdę mnóstwo, wszystkie są piękne (chociaż ta ze zbiorami porcelany najpiękniejsza), a do tego w cenę biletu jest wliczony audioguide po polsku. Jedyny minus? Pałac zamknięto ostatnio do 2014 roku z powodu renowacji…


PS. Pozdrowienia dla Marty z Klubu, która ma dzisiaj urodziny. :)

piątek, 18 stycznia 2013

Kulinarnie po Niemczech.

Dziś znów post o jedzeniu – tym razem jest on jednak częścią szerszej akcji, bo stanowi realizację zadania styczniowego dla członkiń Klubu "Polki na obczyźnie”, do którego dołączyłam niedawno. Jako że dostałyśmy pewne wytyczne, jak taka jedzeniowa notka powinna mniej więcej wyglądać, niektóre informacje z poprzedniego posta pewnie się powtórzą. Ale będzie też tutaj kilka nowości, więc zapraszam do lektury. :)

Ocena ogólna
Szczerze mówiąc, tradycyjne niemieckie jedzenie niezbyt trafia w mój gust – tłuste mięso, kapusta i ziemniaki to nie mój styl (chyba że wykorzystuje się je do robienia pierogów ;) ). Nowocześni Niemcy chyba się ze mną zgadzają, bo powoli odchodzą od typowych dla swojego kraju ciężkich potraw na rzecz dań lekkostrawnych inspirowanych kuchnią śródziemnomorską – a przynajmniej czyni tak klasa średnia, która generalnie ma fizia na punkcie zdrowego odżywiania. Stąd bierze się też niemiecka mania na produkty bio – które są tutaj dostępne dla każdego, bo są niewiele droższe od normalnego jedzenia. Oczywiście, grupa tradycjonalistów jest wciąż silna – ale póki serwowane jest piwo, jedzenie nie jest już tak ważne. ;) Nie należy także zapominać, że Niemcy są federacją, a różnice pomiędzy poszczególnymi regionami są dość spore, także pod względem kuchni. Dlatego przygotowując moje menu, skupiłam się na tym z czego słynie Berlin - to właśnie z tego powodu co druga potrawa jest parówką. ;)

Currywurst.

Moje subiektywne berlińskie menu

Śniadanie 
Świeże pieczywo razowe, szynka szwarcwaldzka, łosoś z Morza Północnego, żółty ser, pomidory, ogórki, jajko 
[wszystko w wersji bio, oczywiście ;) ]

Przystawka
[czyli po prostu nasze polskie parówki. Serwowane na ciepło, najczęściej z musztardą, stanowią jeden z trzech rodzajów kiełbasek typowych dla stolicy Niemiec.]

Lunch
Currywurst
[codzienny fast food do kupienia w praktycznie każdej ulicznej budce i najsłynniejsza berlińska potrawa. Jest to smażona kiełbaska polana keczupem i posypana curry, często serwowana z dodatkiem frytek (Pommes) albo bułki. Zdecydowanie mój numer jeden w Berlinie. :) ]

Obiad
[golonka z kiszoną kapustą. Nie mogę się wypowiedzieć na jej temat, bo nigdy jej nie próbowałam, ale najwyraźniej jest to najlepsza zagrycha do piwa pitego latem w jednym z licznych berlińskich ogródków piwnych (Biergarten). ;)]

Deser
Berliner 
[kolejny berliński specjał – jak sama nazwa wskazuje. ;) Szczerze mówiąc, nie jest to nic szczególnego, po prostu zwykły pączek. Sławę zyskał, kiedy John F. Kennedy podczas swojej wizyty w Berlinie Zachodnim chciał pokazać, ze identyfikuje się z podzielonym narodem niemieckim i powiedział w swoim przemówieniu przed ratuszem w Schöneberg: „Ich bin ein Berliner”. Miał na myśli, że jest berlińczykiem, ale używając rodzajnika przed rzeczownikiem oświadczył, że jest… pączkiem. :) ]

Kolacja
[ostatnia z berlińskich kiełbasek. Tym razem biała, serwowana w bułce z keczupem lub musztardą. Osobiście za nią nie przepadam, ale będąc w Niemczech trzeba sobie samodzielnie wyrobić zdanie na jej temat. ;) ]

Napoje
Berliner Weisse (rot oder grün)
[piwo z sokiem w wersji czerwonej (syrop malinowy) i zielonej (syrop z… marzanki wonnej ;) ). Smaczne i do kupienia nie tylko w knajpach – w sklepach znajdziemy specjalny rodzaj piwa Berliner Kindl i malutkie pudełka z syropami do przygotowania tego napoju w domu. :) ]

Dodatkowo w menu potrawa, która nie do końca jest typowo niemieckim specjałem, ale na stałe zagościła w berlińskich żołądkach, czyli…
[zwany u nas kebabem. ;) Są tu tak samo popularne jak w Polsce (a nawet bardziej), ale tutaj przynajmniej mają rację bytu, bo mniejszość turecka w Niemczech jest naprawdę duża. Jak dla mnie zaletą niemieckich kebabów jest to, że pokojowo egzystują sobie obok Currywurst i innych typowych berlińskich specjałów, nie wypierając ich ze sprzedaży, jak to ma miejsce w Polsce z naszym swojskim fast foodem, czyli zapiekanką. ;) ]

Berliner.

Zwyczaje żywieniowe Niemców
Jeśli chodzi o niemieckie zwyczaje żywieniowe to sprawa jest prosta – dzień zaczyna się śniadaniem, około 12:00 je się lunch (jak na mój gust jest to normalny obiad, ale co ja mogę wiedzieć… ;) ), około 16:00 tradycyjnie odbywa się Kaffee und Kuchen (kawa i ciasto), a wieczorem spożywa kolację (czyli drugi obiad, według mnie ;) ). Z tego co widzę, Niemcy chętnie jadają w domach wspólnie z przyjaciółmi, ale często wychodzą też do restauracji na obiad czy kolację – jednak trudno mi się o tym wypowiadać, bo moje doświadczenia w tej kwestii są dość ograniczone. ;)

Kuchnia niemiecka i ja
Niemiecka kuchnia raczej nie zagościła na moim stole na stałe – jak już pisałam, nie przepadam za tłustymi mięsami, z których ona słynie. ;) Co innego mój współlokator z Serbii, który regularnie przyrządza dla siebie golonkę, a od czasu do czas piecze nawet sztrudel. Jest jednak jedna rzecz, która łączy nas oboje z tradycyjną niemiecką kuchnią – i on, i ja chętnie popijamy piwo do obiadu. ;)

Berliner Kindl Weisse w wersji zielonej i oktoberfestowe piwo Paulanera.

Polecanki
Na koniec kilka rekomendacji co do tego, gdzie warto wybrać się w Berlinie, żeby zjeść. Nie mam zbyt dużego doświadczenia na tym polu, gdyż przeważnie jadam w domu, ale zdecydowanie mogę polecić dwa miejsca -  a raczej dwa wydarzenia. Pierwsze z nich to Naschmarkt, czyli „targ dla łasuchów”, który odbywa się co jakiś czas w Markthalle Neun na Kreuzbergu; drugie to Maybachufer Wochenmarkt – targ mający miejsce dwa razy w tygodniu na brzegu Sprewy gdzie można zaopatrzyć się w tureckie specjały (strona organizatorów). Ostatnim miejscem, gdzie warto zjeść w Berlinie jest Prinzessinengarten, czyli jeden z berlińskich projektów urban gardening, który może poszczycić się własną stołówką. Ta propozycja to coś zwłaszcza dla tych, którzy cenią sobie zdrowy styl życia. :)
A gdyby ktoś potrzebował  listy z prawdziwymi knajpami to polecam ten blog. ;)

Stołówka w Prinzessinnengarten.

Tak oto dobrnęliśmy do końca tej notki. Mam nadzieję, że się podobało i że nie jesteście zbyt głodni po przeczytaniu o tych wszystkich przysmakach. ;)

piątek, 7 grudnia 2012

Złote Myśli.

Jak zapewne zauważyliście na pasku bocznym bloga pojawiło się niedawno nowe logo - Klubu Polki na Obczyźnie, do którego dołączyłam. Każda z członkiń zaczyna swoją przygodę z tym stowarzyszeniem od napisania tak zwanych "Złotych myśli" o kraju, w którym aktualnie mieszka. Poniżej znajdziecie moje wypociny (z góry ostrzegam, że dla tych, którzy czytają mnie od jakiegoś czasu pewne rzeczy mogą się powtórzyć). ;)

1. Imię, kraj, ewentualnie miasto.
Jak już pewnie zdążyliście się zorientować po tytule bloga, mam na imię Wanda. ;) Od sierpnia 2012 mieszkam w stolicy Niemiec, pracując tu jako wolontariuszka EVS.
2. Najfajniejsze... w Berlinie jest to, że tu nie sposób się nudzić. Zawsze coś tu się dzieje i każdy znajdzie coś dla siebie, choćby jego zainteresowania były bardzo niespotykane. ;)
3. Najpiękniejsze... miejsce w stolicy Niemiec to (jak na razie, bo wciąż mam poczucie, że niewiele tu widziałam, mimo że od sierpnia sporo się nazwiedzałam ;) ) Berliner Dom. Zdecydowanie polecam wszystkim turystom, monumentalność tego miejsca robi ogromne wrażenie, a jeszcze ten widok z kopuły na miasto... ;)
4. Ciekawe... jest to, że w całych Niemczech bardzo trudno natknąć się na hot-spot. Nie spodziewałam się tego w zachodnioeuropejskim kraju.
5. Coś pysznego... na dzień dzisiejszy (po odwiedzinach na jarmarku świątecznym :D) jest to Weißer Glühwein (białe wino grzane). A na co dzień bardzo lubię Currywurst. ;)
6. Uwielbiam... to, jaki Berlin jest różnorodny. Każda dzielnica jest inna, każda ma swój jedyny i niepowtarzalny charakter. Hellersdorf to bloki, Prenzlauer Berg to rodzice z małymi dziećmi, Kreuzberg to Turcy i bohema itd. :)
7. Nie cierpię... tego, że wszyscy, wszędzie i non-stop piją piwo. Dopóki mieszkałam w Polsce obowiązujący u nas zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych wydawał mi się bez sensu - po czterech miesiącach w Berlinie funkcjonujący u nas nieoficjalnie kompromis (w pewnych miejscach straż miejska nie łapie, mimo że ma świadomość, że ludzie chodzą tam się napić) wydaje mi się idealnym rozwiązaniem.
8. Do pozazdroszczenia... jakiś czas temu powiedziałabym, że do pozazdroszczenia jest tutaj komunikacja miejska. Teraz jednak stwierdzam, że rozkłady na stacjach przesiadkowych nie są ze sobą skoordynowane, a pociągom coś za często zdarza się "wypadać". ;) Więc na dzień dzisiejszy powiedziałabym, że jest to uprzejmość kierowców wobec pieszych - zawsze zatrzymują się, widząc, że dochodzisz do pasów.
9. Dziwaczne... są tutaj dwie rzeczy - to, że sklepy są zamknięte w niedzielę (a przynajmniej udają, że są - co najmniej raz w miesiącu organizują przecież Shopping Sonntag...) i to, że ludzie wszędzie chodzą z psami. Do sklepu, do lekarza, na Flohmarkt... Ostatnio jakaś kobieta próbowała zejść z psem do piwnicy u mnie w pracy, gdzie znajduje się pokój, w którym gromadzimy ubrania do oddania dla biednych ludzi.^^
10. Brakuje mi tutaj… twarogu. Precz z Quarkiem! :)