Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Żywiecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskid Żywiecki. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 lutego 2016
sobota, 13 lutego 2016
Hala Miziowa – Zawoja.
Trochę po polskiej stronie, trochę po słowackiej wędrujemy do Zawoi, by spotkać się z resztą grupy. Podczas jednego z zejść zaliczam niefortunny upadek. Ma on sporo nieciekawych reperkusji: mocno obity łokieć, wygięty kijek i uszkodzone kolano, które daje o sobie znać dopiero później. Po drodze znajdujemy też kota. Najwyraźniej ktoś go porzucił, bo miauczy rozpaczliwie w opuszczonej szopie pod drogą. Kot kilka razy zmienia właściciela wewnątrz naszej grupy, aż wreszcie przed naszym wyjzdem zostaje oddany miejscowym gospodarzom. Morał jest taki: w górach trzeba uważać na kamiennie i miauczące budynki przy drodze. ;)
PS Małe rocznice: ten post jest pięćsetnym na blogu. :)
piątek, 5 lutego 2016
Krawców Wierch – Hala Miziowa.
Po kolacji przy świecach, nadchodzi czas na śniadanie przy świecach. W schornisku na Krawcowym Wierchu nie ma prądu. Po prostu nie ma i już. Dzięki temu spędzamy tam wspaniały wieczór, ale stęsknieni za internetem (no dobra, stęsknione – podczas tego wyjazdu to Ania i ja ugrutnowałyśmy sobie opinię uzależnionych) ruszamy dalej. Błoto zamarzło, po drodze znajdujemy nawet śnieg, ale kiedy docieramy do Hali Miziowej naszym oczom przedstawia się smutny widok nieruchomego wyciągu. Wielki pokój ośmioosoby w schronisku też mamy tylko dla siebie.
Zimo, wróć!
Zimo, wróć!
Subskrybuj:
Posty (Atom)